Upadłość konsumencka w Polsce.

Na koniec marca 2013 zadłużenie przeterminowane Polaków wynosiło prawie 40 mld zł. Oznacza to, że dłużnicy byli opóźnieni w płatnościach swoich finansowych zobowiązań ponad 60 dni . Dla wielu z nich były to tylko przejściowe problemy, ale znaczny odsetek znalazł się w pułapce finansowej i wpadł w spiralę zadłużenia.

Oznacza to, że wielu ludzi, którzy nie widzą już szans na wyjście z zadłużenia przejdzie do tzw. szarej strefy. Część z nich straciła już pracę a kolejna część sama zrezygnuje z zatrudnienia, ponieważ okaże się, że do końca swoich dni będą pracować na spłatę długów a komornik będzie im zajmował znaczną część dochodów. Do końca życia nie będą w stanie spłacić swoich zobowiązań finansowych a wg. przepisów polskiego prawa istnieje duże ryzyko, że ich długi zostaną odziedziczone przez potomnych.

Dłużnicy często wyłączają się z życia społecznego. Nie podejmują legalnej pracy, nie płacą podatków i składek na ubezpieczenie społeczne, nie produkują, niewiele konsumują. W większości państw Unii Europejskiej właśnie dla takich osób przewidziano prawną możliwość wyjścia z tej patowej sytuacji. Funkcjonuje tam instytucja upadłości konsumenckiej lub, jak kto woli, bankructwa osobistego (w Anglii i Walii – Bankruptcy Of Individual). Ustawodawcy tych krajów już wiele lat temu słusznie zauważyli problem i doszli do wniosku, że każdy ma prawo do normalnego życia – bez stresu, strachu i niepewności jutra. Wg ich założeń, nawet największemu dłużnikowi powinno się dać możliwość „świeżego startu” i możliwości rozpoczęcia nowego życia bez bagażu zadłużenia, tym bardziej, że to zadłużenie w wielu przypadkach powstało nie z bezpośredniej winy dłużnika. Poza tym zyskuje na tym gospodarka kraju, zmniejszając skalę tzw. „szarej strefy”.

W Polsce taka możliwość pojawiła się 31 marca 2009 roku wraz z wejściem w życie Ustawy o Upadłości Konsumenckiej. W latach poprzednich bankructwo mogły ogłaszać tylko firmy, natomiast upadłość konsumencka dotyczy osób fizycznych nieprowadzących działalności gospodarczej. Wiele osób z niecierpliwością oczekiwało na wejście w życie tej ustawy. Spodziewali się, że będzie to jedyna i ostatnia dla nich szansa na powrót do normalnego życia. Niestety, po zapoznaniu się ze szczegółami przepisów Ustawy okazało się, że właściwie nie wiadomo, dla kogo to prawo zostało stworzone. Wymagania, które trzeba spełnić żeby zostać poddanym procesowi upadłości i zostać oddłużonym są tak ostre, skomplikowane i niespójne, że tylko niewiele osób skorzystało z „dobrodziejstw” upadłości. Słowo dobrodziejstw zostało użyte w cudzysłowie celowo, gdyż tak naprawdę to trzeba przejść drogę przez mękę, żeby w końcu poczuć się oddłużonym i wolnym. Zresztą cały proces wcale nie daje gwarancji, że dłużnik dotrwa do jego końca i skutecznie pozbędzie się zadłużenia.

Przypatrzmy się bliżej kilku szczegółom tej ustawy.

W pierwszym rzędzie jej koszty wstępne. Nie można starać się o ogłoszenie upadłości konsumenckiej, jeżeli nie posiada się majątku wystarczającego na ich pokrycie. Wprawdzie opłata sądowa jest niewielka ale głównym składnikiem kosztów jest wynagrodzenie syndyka masy upadłościowej. W różnych sądach opłaty zależą od wysokości zarobków syndyków w danej miejscowości. W małych miejscowościach opłata może wynosić 5 tys. zł natomiast w dużych miastach może sięgać nawet 15 tys. zł. Czyli trzeba być dosyć zamożnym, żeby zbankrutować. Kolejna sprawa to wniosek o upadłość. Tu również nie istnieje żaden jednolity formularz sądowy. Każdy wniosek musi zostać przygotowany indywidualnie i bez doświadczonego prawnika nie ma sensu próbować samodzielnego jego sporządzenia. Przepisy wprawdzie określają, jakie informacje powinny być zawarte we wniosku, ale tu pojawia się wiele haczyków. Np. należy podać szczegóły wszystkich egzekucji komorniczych, jeżeli takie mają miejsce. Logicznym jest, że jeżeli nie toczą się żadne postępowania to ich podawać nie należy. To błąd. Należy napisać, że „nie toczy się”. Bez tej adnotacji wniosek zostanie odrzucony. Poza tym do wniosku należy dołączyć tak wiele dodatkowych dokumentów, że bez pomocy fachowca dłużnik nie jest w stanie ogarnąć wszystkiego.

Bardzo ważne są przyczyny braku możliwości spłaty zadłużenia przez wnioskodawcę. Nie może on tak po prostu być bezrobotnym. Jeżeli stracił pracę ze swojej winy, np. poprzez rozwiązanie umowy o pracę za porozumieniem stron, to może zapomnieć o upadłości. Niestety, ustawodawca nie przewidział sytuacji, kiedy pracodawca daje pracownikowi propozycję „nie do odrzucenia”: albo rozwiązanie za porozumieniem stron albo zwolnienie dyscyplinarne z jakiegokolwiek powodu.

Majątek dłużnika to oddzielny problem. Pozostaną mu tylko odzież i podstawowe, niezbędne do życia przedmioty. Przy czym stary telewizor, stary komputer lub pamiętająca lepsze czasy wiertarka to dla sądu i syndyka również majątek, który wejdzie w skład masy upadłościowej .

A co z mieszkaniem bankruta? Dobrze, jeżeli takowe posiada, ponieważ w takim przypadku syndyk może je sprzedać, pokryć z uzyskanych ze sprzedaży środków koszty postępowania i wydzielić bankrutowi równowartość średniego rocznego czynszu. Po roku upadły musi sobie radzić sam. Fakt posiadania współmałżonka i dzieci nie ma tu znaczenia, gdyż w prawie polskim obowiązuje wspólna odpowiedzialność majątkowa małżonków, czyli wszyscy powinni zostać ukarani.

Załóżmy jednak, że dłużnik przeszedł już całą drogę formalną i jakimś cudem jego wniosek o upadłość został przez sąd przyjęty. Sąd upadłość zatwierdził, cały majątek dłużnika został przez syndyka sprzedany i co dalej? W kolejnym etapie postępowania sąd określa plan spłaty, który nie może być krótszy, niż 6 miesięcy i dłuższy niż 5 lat. Zostaje wyznaczona kwota miesięcznej raty, którą bankrut musi spłacać syndykowi. Problem w tym, że wysokość raty uzależniona jest od dochodów bankruta w chwili ogłoszenia upadłości a przepisy nie przewidują ewentualnej zmiany w jego przyszłej sytuacji finansowej. Nie ma w nich również nic o możliwej całkowitej utracie dochodów przez bankruta. W takich sytuacjach tylko sąd może wydać odpowiednie postanowienie i wcale nie ma pewności, że dłużnik kiedykolwiek pozbędzie się swoich zobowiązań finansowych.

Reasumując: żeby skutecznie ogłosić upadłość konsumencką w Polsce należy być, po pierwsze osobą zamożną a po drugie mieć stałe dochody. Brzmi paradoksalnie, ale tak właśnie jest. Dlatego liczba osób, którym się to udało jest bardzo niewielka. Średni odsetek skutecznych upadłości wynosi ok. 2% wszystkich złożonych wniosków. Dlaczego tak się dzieję? Czyżby z powodu małego zainteresowania Polaków tą formą wyjścia z zadłużenia? W opinii ekspertów osoby zainteresowane tą procedurą nie potrafią sprostać wymaganiom formalnym ani materialnym. – „Wymogi formalne od razu stawiają pewną barierę osobom, które występują z wnioskiem. Dokumentacja jest bardzo rozbudowana. W większości ludzie nie są na to przygotowani” (cytat: Janusz Płoch, sędzia Sądu Rejonowego w Krakowie, który rozstrzyga w postępowaniach upadłościowych – źródło: Bankier.pl).


Podziel się z przyjaciółmi!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wszystkie prawa zastrzeżone © upadlosc.info 2014